2 twarze spokoju
- 7 gru 2025
- 3 minut(y) czytania

Często wydaje nam się, że spokój to cel podróży. Miejsce na mapie, do którego dotrzemy, gdy odhaczymy wszystkie zadania z listy, gdy wreszcie nastanie „lepszy czas”. Myślimy o nim jak o nagrodzie za ciężką pracę.
Ale im dłużej przyglądam się sobie, Tobie i mechanizmom, które są fundamentem naszego istnienia, tym wyraźniej widzę, że to nie jest meta, lecz nieustanny proces. I co najważniejsze – spokój nie jest monolitem. Ma dwie twarze, które choć tak różne, prowadzą ze sobą nieprzerwany, intymny dialog. Zrozumienie, jak głęboko te dwa wymiary się przenikają, może być najważniejszym odkryciem w Twojej drodze do dobrostanu.
Zacznijmy od tego, jak świat materialny dotyka naszej duszy. Często bagatelizujemy wpływ otoczenia, uznając go za powierzchowny, ale nauka jest tutaj nieubłagana i fascynująca zarazem. To jest magia i to neurobiologia w tym samym czasie. Twoje zmysły są bramami, przez które świat zewnętrzny wlewa się do Twojego wnętrza, dosłownie zmieniając Twoją energię oraz chemię Twojego mózgu.
Kiedy wchodzisz do lasu i czujesz zapach wilgotnego mchu, albo gdy porządkujesz przestrzeń wokół siebie, wysyłasz do swojego ciała potężny sygnał bezpieczeństwa. Twój układ nerwowy nieustannie skanuje otoczenie – proces ten nazywamy neurocepcją. Gdy zmysły rejestrują harmonię, łagodne światło czy naturę, aktywuje się przywspółczulna gałąź układu nerwowego. To fizyczny przełącznik, który mówi Twojemu sercu: „możesz zwolnić”, a Twoim nadnerczom: „przestańcie pompować kortyzol”. Dlatego dbanie o piękno wokół siebie, wycieczka w naturę czy stworzenie przytulnego kącika w domu to nie kaprys. To akt głębokiej troski o swoje wnętrze. Świat zewnętrzny staje się ciepłym kocem, którym okrywasz zziębnięte ciało i serce. A jednocześnie w bezpiecznej, naturalnej przestrzeni Twoje pole energetyczne zaczyna dosłownie odpoczywać, niczym mór, który już może przestać ochraniać dom od silnego wiatru.
Jednak ta relacja działa też w drugą stronę i jest to proces jeszcze bardziej niezwykły. To Twoje wnętrze jest soczewką, przez którą oglądasz rzeczywistość. Z pewnością znasz to uczucie: kiedy jesteś niewyspana, rozdrażniona i pełna wewnętrznego chaosu, nawet najpiękniejszy poranek wydaje się irytujący, a śpiew ptaków staje się hałasem. I odwrotnie – kiedy nosisz w sobie głęboki spokój, uliczny korek staje się okazją do posłuchania muzyki swoich myśli, a trudna rozmowa w pracy – okazją do lepszego poznania siebie, a nie atakiem.
To nasze myśli i emocje nadają znaczenie temu, co nas spotyka. Psychologia poznawcza uczy nas, że to nie same zdarzenia nas stresują, ale nasza interpretacja tych zdarzeń. Budując swoją wewnętrzną świątynię – poprzez uważność, akceptację, wdzięczność czy modlitwę – zyskujesz supermoc zmieniania rzeczywistości. Zarówno magicznie, jak też poprzez zmianę swojej reakcji. Kiedy Ty jesteś spokojna, świat wokół Ciebie wydaje się łagodniejszy, bo przestajesz projektować na niego swój lęk.
Najważniejsza lekcja płynie jednak ze zrozumienia, że granica między "wewnątrz" a "zewnątrz" jest umowna i przepuszczalna. To jest nieustanny taniec. Wyobraź to sobie jak oddychanie. Wdychasz świat, pozwalając mu się ukoić, i wydychasz swoją energię, kształtując to, co Cię otacza.
Bywają momenty, gdy Twoje wnętrze jest tak kruche, że musisz zmienić otoczenie, by przetrwać – wyjść z głośnego pokoju, wyłączyć wiadomości, pojechać nad wodę. Wtedy zewnątrz ratuje wnętrze. Ale bywają też chwile, gdy to świat szaleje – w pracy jest kryzys, dzieci chorują, plany biorą w łeb. Wtedy to Twoje wnętrze musi stać się ostoją spokoju. To wtedy sięgasz do zasobów, które zbudowałaś: do głębokiego oddechu, do zaufania sobie. Wtedy Twoje wnętrze ratuje Twoją zewnętrzną rzeczywistość przed kompletnym chaosem.
Chcę Ci przypomnieć także o czymś pięknym, co wiąże się z tą wzajemną wymianą. Badania nad neuronami lustrzanymi i koregulacją pokazują, że nasz stan emocjonalny jest zaraźliwy. Kiedy pielęgnujesz w sobie tę wewnętrzną kobietę na kwiecie lotosu, kiedy dbasz o swoją ciszę, stajesz się żywym ukojeniem dla innych.
To jest ten moment, kiedy Twoje wewnętrzne światło przenika na zewnątrz. Twoja spokojna obecność potrafi uciszyć płaczące dziecko i uspokoić zdenerwowanego partnera, często bez jednego słowa. To jest dar, który dajesz światu. Twoje wnętrze kształtuje atmosferę w Twoim domu silniej niż najpiękniejsze meble czy zapachowe świece.
Życzę Ci, abyś z czułością obserwowała ten taniec. Pozwalaj światu karmić swoje zmysły, a jednocześnie też buduj w sobie świątynię, której spokój wytrzyma każdą burzę. Pamiętaj, że jesteś naczyniem, w którym te dwa oceany – wewnętrzny i zewnętrzny – spotykają się i łączą. Dbaj o to miejsce spotkania z miłością, a miłość zadba o Ciebie.





Komentarze